W piątek napisałem, że trzeba walczyć z przeciwnościami i biec ile sił w nogach... Ahhh ale i trzeba mieć we łbie dobrze ułożone, bo jakbym wczoraj biegł ile sił w nogach i nie patrzył, że mój organizm powoli staje na skraju wyczerpania, to nie wiem czy napisałbym tę notkę... Planowałem przebiec 12km... W sumie dużo, tak dzień w dzień tyle biegać. Przebiegłem 6km, (kółko wokół gazowni) i zacząłem drugie, w pewnej chwili mimo dostatku sił, odniosłem wrażenie jakby ktoś ze mnie coś wyssał, tę energie, nawet bym to nazwał że wyssał mojego "ducha biegowego", pomyślałem jak pobiegnę dalej to mogę gdzieś paść i już się nie podnieść. Z drugiej strony, nie przebiegnę, to nie zwyciężę tego kryzysu. Mimo wszystko postanowiłem wrócić. Poszedłem do sklepu kupiłem 3 litry wody, to pierwsze 1,5L wypiłem w jakieś 4 może 5 min. Naprawdę chyba przesadziłem. Od środy (22.o8) do soboty (25.o8) przebiegłem 43km. Kurde jednak to dużo, po tym jak miałem przerwę. Wróciłem do domu, zjadłem sporą ilość jedzenia, po prostu byłem tak zmęczony i wyczerpany, że musiałem wchłonąć w siebie sporo energii. Jednak muszę się pilnować. I tak sporo czasu wczoraj znowu spędziłem na warsztatach. Widzę też teraz, że naprawdę organizm ludzki ma granicę, której nie przekroczymy, no chyba że chce się szybciej przejść na tamtą stronę. Dlatego teraz będę odpokutowywał te moje nieprzemyślane do końca szarże. Spałem wczoraj od około 20 do 9 rano, mimo sporego odpoczynku nadal czuję się wypruty. Dlatego spadam odpoczywać bo padnę...


See you soon
no to rUn
no to rUn
Rekordy:
5km - 19min 45sek
10km - 39min 19sek
21km - 1h 30min 40sek
for Kami
od 15.o6.2oo7r. - 177km
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz